niedziela, 16 marca 2014

część I "Strażniczka Tajemnic"

Biegłam bez tchu, gałęzie raniły moją twarz, ale nie mogłam pozwolić żeby mnie złapali. Prędzej umarłabym, ale nigdy, nigdy bym się nie poddała. Musiałam chronić tajemnicę, to mojej opiece ją powierzono, a słudzy ciemności nie mogli jej dostać. Nagle potknęłam się o korzeń, upadłam na twarz, krew z czoła zasłaniała mi widok, nogi bolały koszmarnie "Mogą mnie złapać, ale i tak nic się nie dowiedzą, nic im nie powiem!" przysięgałam sobie. Skuliłam się słysząc kroki coraz bliżej, lecz osoby biegnące przebiegły obok mnie jakbym była niewidzialna, usiadłam nie mogąc zrozumieć jak to możliwe, lecz nie chciałam się tym przejmować, w moim życiu w ciągu ostatnich miesięcy zdarzyło się wiele rzeczy o wiele bardziej dziwnych. Najpierw idąc w nocy do kuchni, aby się napić ujrzałam na balkonie mamę, która rozmawiała z latającym stworzeniem, nie wiem co to było. Po tygodniu mama zniknęła, musiałam jechać do ojca, który przebywał akurat w Australii u brata, potem poznałam paru strażników jasności, wszystko robiło się co raz to dziwniejsze, poznawałam wiele dziwnych stworzeń, aż w końcu zostałam dopuszczona do tajemnicy strzeżonej przez pokolenia, w nocy było włamanie do naszego domu, uciekłam, nie pamiętam kto, ale ktoś mi przekazał telepatycznie bym uciekała, uciekam do teraz i nie wiem kiedy się to skończy, ale muszę iść dalej, nie mogę się poddać. Przed sobą widzę źródło, muszę umyć twarz i przemyć rany, nieopodal widzę jagody, lecz nie wiem, czy to nie sztuczka ciemnych, a nawet jeśli nie to nie znam się na jagodach i te mogą być trujące, ale coś muszę jeść, nie mogę się zdecydować co zrobić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz